Sytuacji podbramkowych było sporo, ale odpukać- na szczęście gleba tylko jedna. Pierwszy motocykl Hornet 600, powrót ze Słowacji z ekipą - wszystko było fajnie, aż nagle zaczęło padać. No i tak jakoś nie przeraźiłem się zbytnio, a wręcz spodobała mi się szybka jazda w deszczu - poczułem się chwilowo jak Rossi :) Niestety zbyt duża pewność siebie, małe skrzyżowanie, nagła utrata przyczepności i piękna gleba - od tej pory wiem, że nie ma mocnych na deszcz i trzeba jeździć ostrożnie w deszczu, bo nawet wyślizgany asfalt w desczu potrafi być zdradliwy i zadziałać jak lód.
Druga sytuacja to nie była gleba, ale brakło niewiele. Jechałem z jakąś grupką moto, nagle wszyscy postanowili zjechać na bok - byłem nieco rozkojarzony i nie popatrzyłem na licznik, wydawało mi się że już prawie wyhamowałem do zera i zjechałem na trawiaste pobocze. Lekkie muśnięcie klamki i koło przednie leci bokiem, w porę odpuściłem hamulec, moto się wyprostowało i jakoś wyhamowałem tylnym hamulcem. Okazało się że miałem jakieś 30 km/h co na trawie jest sporą prędkościom. To pokazuje, że nawet chwilowa utrata koncentracji na moto może się skończyć efektowną glebą.